<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Warszawa mojej modoci"> 
<author_1=Maria Dbrowska>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="5">
<date=1954-05-01>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Przeraa mnie widok jej odraajcych przedmie wobec ktrych nawet slumsy londyskie byy schludne i estetyczne, wstydzia mnie ndza Powila, okropny stan dzielnicy ydowskiej. Martwia brzydota - wikszoci nowo pobudowanych kamienic, rozpacz budziy nieludzkie mieszkania w suterenach; w Lozannie i Brukselli widywaam suteryny nawet w wykwintnych willach; byy to w ziemi wpuszczane, ale jasne o duych oknach, wesoe kuchnie i jadalne pokoje. Zdumiewao mnie, e wszystkie powstajce wtedy kamienice czynszowe byy lepym naladownictwem kapitalistycznego Berlina, cho nikt wtedy nie krzycza o zgrozie naladownictwa; nie naladowano za to Berlina w tym, czym miasta niemieckie dugo jeszcze miay growa nad innymi  w przeznaczaniu olbrzymich wrcz przestrzeni na zielece i parki. Co nieco jednak i w tej dziedzinie powstawao. Zaoono wtedy Park Skaryszewski na Pradze. Ludno tak bya spragniona zielonych terenw, e odwiedzano go tumnie, Praga zyskaa jeden z pierwszych wielkomiejskich akcentw. Ale na og, wyznaj, e chodzc po tej biednej Warszawie, sponiewieranej przez niewol, wydanej w swej rozbudowie na up spekulantw albo na obce natchnienie carskiej wadzy, ywiam myli burzce w stosunku do mej stolicy i w mylach ca j przebudowywaam, ani nic o tym, nieszczsna, e cen nowej piknie przebudowanej Warszawy bdzie tragiczna katastrofa, w ktrej zginie cae bez maa pokolenie, pod ktr jak pod za cikim brzemieniem ugn si na dugo ci, co j ku swemu zdziwieniu przeyli.
Ale cierpic, e Warszawa nie taka, jak chciaabym widzie, kochaam j gorco i byam w niej szczliwa. Miaam zdrowie, modo i mio. Ani na chwil nie wtpiam, e Polska odzyska wolno i e sprawiedliwo spoeczna zostanie wywalczona.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
